RM80
ROSE - I Wanna Be Your Love (Hearts Club Mix)
 

Głosuj na Dance ListęGłosuj na Goršcš 10Głosuj na Złotš Listę


 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Bluesrockowy Czarodziej
Autor Wiadomość
South 
Prezenterka RM80




Wiek: 49
Dołączyła: 01 Maj 2012

Posty: 1393
Skąd: Tarnów
Wysłany: 2019-03-07, 21:10   Bluesrockowy Czarodziej
6 marca mija sześć lat od dnia, w którym odszedł Alvin Lee – lider zespołu Ten Years After, artysta, który pół wieku temu uchodził za najszybszego gitarzystę świata.


W 2011 roku miałem możliwość wysłuchania Alvina Lee na żywo. Program, który zaserwował w Dolinie Charlotty przy wsparciu perkusisty Richarda Newmana oraz basisty Pete’a Pritcharda, nie był porywający. Bo, mimo że zabrzmiały jego sztandarowe numery z Love Like A Man i I’m Going Home na czele, to jednak Ten Years After z czasów świetności to nie był. Pomyślałem wtedy, że, mimo wszystko chętnie zobaczę Lee raz jeszcze w nadziei, że będzie w lepszej dyspozycji i sympatyczniejszym usposobieniu. Niestety, więcej w Polsce już nie zagrał.
Podczas trwającej blisko pól wieku kariery „okrętem flagowym” gitarzysty był zespół Ten Years After, założony w 1966 roku w Londynie. Na przełomie lat 60. i 70. był jednym z najlepszych bluesrockowych bandów na świecie. Dzięki temu, że grał mieszankę rock and rolla i bluesa, odcinał się od znanych, typowo bluesowych grup tamtego okresu, takich jak: Fleetwood Mac, Chicken Shack czy Savoy Brown.
Zanim jednak Ten Years After dał się poznać światu, Alvin Lee i basista Leo Lyons występowali często – podobnie jak Beatlesi – w klubach Hamburga, tyle że zatrzymali się tam na dłużej, bo do roku 1965. Po powrocie do Anglii grali po kilka razy dziennie jako The Jaybirds.
Niestety tam, gdzie występowali czyli w Nottingham i okolicy, z klubowego grania trudno było wyżyć. Dlatego też wyjechali do – mocno lansowanego wówczas w Anglii – Birmingham. Tam nazwę The Jaybirds zmieniono najpierw na The Bluesyard, a gdy to nie przyniosło pożądanych skutków, Lee wymyślił szyld Ten Years After, w którym chodziło o czas dzielący debiut zespołu w pełnym składzie od narodzin rock and rolla.
Pierwsza płyta, zatytułowana po prostu Ten Years After, wydana została w 1967 roku i prezentowała mieszankę klasycznego bluesa, rhythm’n’bluesa oraz boogie. W finale płyty znalazła się kompozycja Willie’go Dixona – Help Me. Była nie tylko znakomicie zagrana, ale też niezwykle emocjonalnie zaśpiewana, wkrótce stając się żelaznym numerem koncertowym.
Jeśli chodzi o koncerty, to stanowiły one domenę zespołu i dlatego też kolejną płytę Undead nagrano podczas klubowego występu. Płyta została świetnie przyjęta i zawierała jeden ze sztandarowych utworów formacji – I’m Going Home autorstwa Alvina Lee. Kilkanaście miesięcy później numer ten został porywająco wykonany na festiwalu w Woodstock, rozsławiając twórcę w całym rockowym świecie.
Płyta Undead, jak zauważył jeden z krytyków, zawierała partie gitary porównywalne do partii instrumentów dętych w nagraniach Woody’ego Hermana i Counta Bassiego. Alvin Lee do elementów jazzu dołączył elementy rock and rolla, tworząc tym samym niepowtarzalny styl grupy. Jeśli chodzi o inklinacje jazzowe, to trzeba podkreślić, że zostały docenione przez krytykę i sporą część jazzfanów. Dowodem tego był występ grupy podczas Newport Jazz Festival w 1969 roku, będący zresztą jedynym przypadkiem w historii, kiedy zagrał tam zespół rockowy.
Najpopularniejszym albumem Ten Years After stał się Cricklewood Green, który, jak twierdził Lee, ukazał się w takim momencie, że można go było uznać za rodzaj podsumowania lat sześćdziesiątych. Natomiast pochodzący zeń utwór Love Like A Man, jak czas pokazał, stał się największym przebojem zespołu. Nie byliśmy zespołem, który zabiegałby o przeboje – mówił niegdyś Lee. Nie byliśmy zespołem singlowym, a albumowym. Ba, nawet nie wiedzieliśmy, że wytwórnia zdecydowała się wydać „Love Like A Man” na singlu. Ale to był przebój – piąta pozycja na listach. I pewnie dlatego wiele osób go pamięta.
Alvin Lee pozostanie dla mnie na zawsze twórcą z gitarowego Panteonu, ale cóż tam ja, znakomici „wioślarze” wyrażali się o jego sztuce z uznaniem i najwyższym szacunkiem. Tadeusz Nalepa stwierdził kiedyś: grał w tamtych czasach genialnie – był jednym z najlepszych obok Erica Claptona i Petera Greena. Ryszard Sygitowicz mówił: Alvina Lee uważam za mojego pierwszego mistrza. Grzegorz Skawiński dodawał: był superszybki, a nauczenie się solówki „I’m Going Home” było inicjacją dla każdego gitarzysty, który się szanował. Był to szczyt techniczny. Z kolei Leszek Cichoński tak się wypowiadał: Alvin Lee był jednym z moich gitarowych idoli. Solówki „I’m Going Home” i innych utworów uczyłem się w połowie lat 70. z taśmy na pamięć. Jego technika i ekspresja zrobiły na mnie ogromne wrażenie, ale dopiero po latach, oglądając go na żywo we Wrocławiu, mogłem w pełni docenić jego feeling i wysmakowane bluesowe frazy.

Autor: Krzysztof Borowiec
Źródło: Tygodnik TEMI

borowiec1910.jpg
Plik ściągnięto 1 raz(y) 57,86 KB

_________________
Każdy Dzień Daje Szanse Na To By Wieczorem Powiedzieć, To Był Szczęśliwy Dzień ;)
  Wyróżnienia: :: :: :: ::
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | nolimit template created by joli  Creative Commons License