RM80
Stachursky - Na Falochronie
 

Głosuj na Dance ListęGłosuj na Goršcš 10Głosuj na Złotš Listę


 Ogłoszenie 

*** Przebój Lata 2018 (wasze propozycje) ***


Poprzedni temat «» Następny temat
Alphaville - Afternoons In Utopia (1986)
Autor Wiadomość
Tomex 





Zaproszone osoby: 1
Wiek: 47
Dołączył: 06 Lut 2009

Posty: 9802
Skąd: Katowice
Wysłany: 2015-04-16, 11:07   Alphaville - Afternoons In Utopia (1986)
Alphaville - Afternoons In Utopia (1986)

Św. pamięci Tomek Beksiński przedstawiając w radiu Afternoons In Utopia niemal płakał z powodu zdrady stylu - bo na płycie pojawiły się trąby. Cóż, już w 1986 r. Alphaville począł odchodzić od stricte elektronicznego brzmienia konstruując własny, niepowtarzalny styl, (to również ta agresywna jak na new romantic solówka gitarowa w The Voyager) który skończył się z dość żałosnym skutkiem na Salvation z 1988 r. (choć ja i tak lubię te beznadziejne techno-dicho tak jak będę w skrytości ducha lubił każdą nową propozycję Dream Theater czy Marillion - obojętnie co bym na ten temat ogłaszał publicznie). Recenzowany krążek oprócz typowych dyskotekowych hiciorów jak singlowy Dance With Me, Sensations czy Universal Daddy zawiera całą masę bardziej frapującej muzyki. Będą to zarówno miniatury w postaci IAO, 20th Century lub Lady Bright (ta ostatnia z podtytułem Faster Than Light i słowami by Albert & the Heart Of Gold), ale także takie neoromantyczne perełki jak Fantastic Dream, Jerusalem lubo The Voyager i Carol Masters (Carol to imię dość rozpasanej seksualnie dziewczyny co z uśmiechem podkreślał Tomek). Niemniej jest jeszcze jeden utwór - prawdziwy Maestro w tym gronie. Nazywa się Lassie Come Home i należy do najpiękniejszych i najsmutniejszych kawałków, obok tytułowego majstersztyku, jakie słyszałem w życiu.

Z początku to tylko nieśmiałe, prawie niedostrzegalne tchnienie. Leciuteńki wietrzyk błądzi pośród złotych i bladych kwiatków. Pojawia sie dźwięk, wraz z wiatrem stopniowo rośnie w siłę przemykając mimo elanorów i nifredilów. Ale to wciąż tak niewiele. Liście wyniosłych mallornów nawet jeszcze nie drgnęły. Dźwięk jest zapowiedzią niezglębionego krzyku bólu, żalu i straty, który już niedługo połamie swą silą wiele drzew i wiele talanów - od tak dawna nietkniętych stopą - runie w dół. Dźwięk zmienia się, przekształca, przeobraża w melodię - jest wciąż senny, ale i uroczysty. Uroczysty i podniosły. Do przestrzennego tła dołącza fortepian, a za chwilę i perkusja. Coś sie wydarzy albo ktoś nadejdzie. Da się wyczuć zwiastowanie głosu, który będzie wyśpiewywał słowa smutne lecz jakże ważne. To już za moment. Już za moment usłyszycie lament, płacz za utraconą przeszłoscią, płacz nad przyszloscią tak dziwną i obcą w tym miejscu. Niemniej wcale nie będąca złem. Raczej nierozumieniem, a chyba bardziej szacunkiem dla tajemnicy Dzieci Iluvatara - owego daru, ktory dla niewielu spośród Pierworodnych może byc pojęty. A już dla zupełnej garstki - zaakceptowany i pokochany. Byłeś taki prawdziwy - myśli wkracząjac znów w uświęcony cień Lothlorien - byłeś tak prawdziwy, że aż powiało dla mnie chłodem. Czy prawdziwość musi się skończyć czlowieczą smiercią, by stała się namacalna i niewzruszona? Czy zachód słońca w Amanie jest nieprawdziwy? Czy moja rasa odpływa za morze i przez to pogrąża się w mrokach niepamięci, staje się li tylko mitem, baśnią dla dzieci i dorosłych? Elanory i nifredile kładą jej się do bosych stóp, gdy zdąrza w kierunku Kerin Amroth. Arweno wróć, Arweno wróć do domu - śpiewa refren wraz z tym uroczym, powtarzanym muzycznym motywem. Tylu już powróciło - jej matka Kelebriana, jej ojciec Elrond, jej mąż.... Jej mąż, jej Kapitan.... On nie powrócił, on odszedł - tam gdzie odchodzą wybrani Iluvatara, obdarzeni jego niezrozumiałym dla Pierworodnych darem. Odszedł. Cóż to oznacza? Nad drzewami Lothlorien wzbiera wiatr, chłosta tę niegdyś świętą, a teraz opuszczoną krainę, odkąd Keleborn zdecydował się spędzić ostatnie śródziemne dni wśród synów Elronda w Rivendell. Tak dawno nie było tu nikogo spośród Możnych. Tak smutno szeleszczą na wietrze wysmukłe mallorny, tak chciwie kładą sią do stóp więdnące elanory i nifredile. Czy to już naprawdę koniec? Arweno wróć, wróć do domu - śpiewa refren na wciąż wzbierajacym wietrze. Jest taka samotna tańcząc pośród wspomnień bo tylko to jej pozostało by choć na chwilę ożywić umierąjace królestwo. Ale to tylko błyski, gasnące świece na wietrze - dawno temu złożyla obietnicę. Nie ma już sensu wędrówka na zachód. Białe wieże nad brzegiem morza stoją samotne tnąc niebo jak zastygłe palce nieżyjacego olbrzyma. Mithlond od dawna nie odprawia już łodzi ni okrętów, Szara Przystań ostatecznie zszarzała - tak jak Środziemie dla jej plemienia. Ta muzyka jest smutna, tak przeraźliwie smutna i równie przeraźliwie piękna. Twój Kapitan nie żyje, nie żyje Arweno. Chciałoby się stanąć pośród drzew i wykrzyczeć: Kapitanie żegluj dalej, Twoja Undomiel powróci do domu... Przecież chce powrócić, tak bardzo chce. Nawet smukłe mallorny kładą się teraz na wietrze. Takiej mocy Lothlorien nie odczuwało już od dawna, mocy niszczącej w swej potędze i pięknie. Czas wrócić do domu. Wieczorna Gwiazda układa się na spoczynek po raz ostatni lśniąc nad czarodziejską krainą Pierworodnych. Powróci do domu, o tak, ale dopiero wtedy, gdy chóry Elfów i Dzieci Iluvatra odśpiewają finałową pieśń przed obliczem Eru. Układa się do snu, a w języku tych niepojętych stworzeń po prostu umiera. Cóż to w ogóle znaczy? Cóż znaczy umieranie? Czy kiedykolwiek zrozumie co ostatecznie wybrała? Słuchaj teraz - to Twój Kapitan woła, a Twój Kapitan już odszedł. Cóż to znaczy? Refren powoli zaczyna cichnąć tak jak Lorien pogrąża się w mroku. Nawet ta błyskawica - ona niczego nie ratuje uderzająć w srebną namiastkę Okrętu Earendila i zamieniając go w kamień. Iluvatar - ten zlośliwy piernik wymyślił to bardzo chytrze - nawet eony lat po zmierzchu Eldarow, kiedy linie świata ostatecznie się zakrzywiły Dzieci Iluvatara wciąż nie rozumieją swojego daru. I może na tym polega jego ostateczna wartość. Nawet muzyka znajduje swój kres. Czy jest jeszcze coś poza nią?

Po wybrzmieniu tego utworu dla mnie właściwie nie ma już nic. Dwa zegary nieustannie tykają głośno, ja zaś przypomniałem sobie, iż muzykom Alphaville na początku kariery przydarzył się romans z awangardą, zaś płytę The Breathtaking Blue wyprodukował sam Mistrz Schulze. Acha i jeszcze jedno: swoistym suplementem do omawianego krążka może być taki hicior jak The Jet Set z Forever Young. Wtedy Franka Mertensa zastąpił już Ricky Echolette co zresztą opóźniło wydanie nagranego z Mertensem materiału. Swoją drogą Mertens odpowiedzialny za linie melodyczne dziewięciu na dziesięć utworów z Forever Young był swoistym geniuszem. Ale nie komponował Lessie Come Home. Posłuchać tego i umrzeć. Tik - tak, tik - tak.

"YOU CAN HALT YOUR CAR FOR AN AFTERNOON IN UTOPIA, WE SHALL STOP THE WARS ON THOSE AFTERNOONS IN UTOPIA"

Dobas (Recenzent) artrock.pl

wydawnictwo: WEA Musik GmbH 1986

1. IAO - 0:42
2. Fantastic Dream - 3:56
3. Jerusalem - 4:09
4. Dance With Me - 3:59
5. Afternoons In Utopia - 3:08
6. Sensations - 4:24
7. 20th Century - 1:25
8. The Voyager - 4:37
9. Carol Masters - 4:32
10. Universal Daddy - 3:57
11. Lassie Come Home - 6:59/ 12. Red Rose - 4:05
13. Lady Bright - 0:43

Całkowity czas: 47:03
skład:
Marian Gold / Bernhard Lloyd / Ricky Echolette / tudzież naprawdę cała masa zaproszonych gości

278.133333333__Alphaville.jpg
Plik ściągnięto 1436 raz(y) 51,08 KB

_________________
The Dark Side Of The 80's
 
  Wyróżnienia: :: :: :: ::
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | nolimit template created by joli  Creative Commons License